Góry, szlaki - moja strona życia...
   
  Góry, szlaki - moja strona życia
  ks Józef Tischner - myśli wielkie
 
Historia filozofii po góralsku

Widzieliście wy kiedy pola w Chyźnym na Orawie, ka teroz jest granica ze Słowieńskiem? Jest hań dziś jedna wielgo łąka, a za łakom las, dopiero zza lasa
widać - Tatry. Żył przed wiekami medrol, co go zwali z grecka Anaksymandrym, a po prawdzie nie był to nikt inksy ino sóm

Stefek Łaciok z Chyźnego

Tyn dopiero śpekulowoł! Ludzie góniyli za dutkami, harowali przy sianie, uwijali się koło bydła, a on - śpekulowoł. Wychodził z rana za chałupę, patrzoł, jak gmły ku niebu z ziemi idą, wiater od Babiej Góry ku Tatrom ciągnie i dziwowoł się światu. Fto się dziwuje, ten się wydziwuje. Stefek Łaciok z Chyźnego pytoł sóm siebie: co było na pocątku? I nałóż! Na pocątku była pustać. Jakbyś siedzioł w Chyźnym, to byś tak samo godoł. Nie wiem, cy wiecie, co to "pustać"? Pustać to jest jakby pół nicego. To się ciągnie, ciągnie i nie kóńcy. Jak te pola między Jabłonkom a Chyźnym. Spróguj chycić kosę i kosić. Idzies krok po kroku i nic ci nie ubywo. Pierwej umres, jako dokosis do końca. Pustać to jest jakby te wanty w Dolinie Waksmundzkiej w Tatrak. Wanta przi wancie, z jednej strony takie białawe, z drugiej cyrniawe a syćkie takie jakiesi ślepe i głuche. Godom wóm - pustać, pół nicego. Pustać - to jest casym i chłop dlo baby. Kie chłop babę domierzi, to baba do niego: "ty pół nicego!" Cy z takiego może powstać co dobrego? Może się co urodzić? Z takiej chłopskiej pustaci? To dopiero pytanie! Ale Stefek Łaciok z Chyźnego wiedzioł, ze z pustaci rodzi się sama niesprawiedliwość. Bo dajmy na to, ze urodzi się kamień. Już tyn kamień przepycho się i rozpycho, łokaciami robi, coby inkse kamienie od się odsunąć i samemu ino być na tym świecie. Abo niech się narodzi trowa. Już ta jedno trowa drugóm trowe od się odpycho, coby jej rosy nie wypiyła. Niech się narodzi robocek, na tyn przykłod pająk. Już tyn pająk sieć zastawie, coby mucha do sieci wpadła. Nieg-ze się narodzi owca. Już na tom owce ceko wilk. Zbójeckie prawo rządzi światem. Owca gryzie trowe, wilk owce, wilka pchły zrejóm, a nad syćkim wisi pustać. Świat stoi zbójeckim prawem. Pamięć o myślach Stefana Łacioka z Chyźnego jest je wse żywo. Ludziska zabacują, fto pedzioł, ale wiedzom, co pedzioł. A nobardziej siedzi im w głowie ta pustać, to pół nicego, nicość, to takie nic. Leonowi Korkosowemu z Łopusnej ukozało się toto we flasce. Powiem więcej: ono wysło z flaski. Chłopi przi gorzołce medetowali, co by to miało być, to "nic". Leon im pedzioł: "to jest pół litra na dwók". Myśli mądrych ludzi wiecnie żywe.

 



T
yn, co go nazwali Heraklitem z Efezu naprawdę nazywoł się

 Jędrzkiem Chmurom z Pyzówki

Był to ciek honorowy i nosiył się wysoko. Musiołeś go było długo pytać, coby się do cię obezwoł. Spytołeś się, cymu cicho siedzi, odpowiadoł: "cobyście wy godać mogłi". Cały Jędrek. Ociec jego był bacom w dolinie Jarząbcej. Kie Jędruś był mały, to mu ociec kazowoł ognia w kolebie pilnować. I w ogniu ukozała się Jędrusiowi prowda. Bo ogień jest taki: ciśnies do ognia gałązkę, on jom obłapi jak miełośnik jaki, a gałązka się cało gnie i cyrwiyni. Kie już jóm na syćkie strony wyobłapio, to z gałązki zostaje sóm popiół, a reśta w górę ku niebu leci. Jędruś zapatrzowoł się w ogień i we świat. Wycuł, ze w tym jest rozumno myśl. Wycuł, a dużo nie godoł: "syćko z ognia i bez ogień". Tak pedzioł. Casym cuć ogień w sobie - we wnuku. Cujes, jak cię poli. Cujes go w zozdrości. Cujes w zolu. Cujes w tęsknocie. I w miełości tyz. I wte zyjes jakby sobie samemu na sprzycność. Ogień tardze cię na dwie połówki. Jedna chciałaby się przybliżyć do watry, a drugo od watry ucieko. Takiś jakbyś był ćmom i wilkiem na róż. Ćma do ognia ciągnie. Wilk od ognia ucieko. A casym takiś, jakbyś był dymem i popiołym. Jedno cię w górę ciągnie, a drugie w dół. Wyjdzies na wierch, fciołbyś skocyć w przepaść. Stois na dole, fciołbyś wyjść na wierch. Wse żeś taki jakisi niedzisiejsy. Płomienie się z ciebie dobywajom. Cłek żyje sobie samemu na sprzycność. Niby Grecy nazwali to "dialektykom". Tyz piyknie. "Dialektyke" mozes uwidzieć gołym okiem, kie Jasiek, Władek i Józek sóm jest przynapici. Kie się Jasiek przynapije, to go gorzołka ciągnie w dół. Kie się Władek przynapije, to gorzołka ciągnie go na bok. A Józka zaś gorzołka ciągnie do zadku. Kie się nojdóm syćka pijani, to się pooblapiajom i trzyrnajóm się wróż. Tak se idom. I choć kozdy z osobna ni może się na nogach utrzymać, to razem się trzymajom. Idom śpiewajęcy sobie samym na sprzycność. I to się nazywo "pojednaniem w sprzycności". Jędrek z Pyzówki tyz to wywiód jako tyn Heraklit. Podobnie z chłopym i babom. Tu dopiero sprzycność! Ogień dzieli, ogień łący. Sprzycność i jednanie, jednanie i sprzycność. Całe życie. Już się nie wyprzągnies, jaz nogi wyciągnies. Jędrek z Pyzówki - niby Heraklit z Efezu - po próżnicy się nie obzywoł. A jak już mioł co przepedzieć, to zacynoł tak: "Nie będę wóm dużo godoł, bo i ni ma do kogo". Pote wywodziył krótko a nie długo: "Wiedźcie se, ze syćko płynie. Nie zstąpis dwa razy do tej samej wody". Wtoz ta wiy, co mioł na myśli? Wto ta wie, co mo na myśli stary cłek, kie jako dziecko w ogień się zapatrzy?

Inne teksty do posłuchania znajdziecie pod tym odnośnikiem




Dodaj komentarz do tej strony:
Twoje imię:
Twój adres email:
Twoja strona:
Twoja wiadomość:

 
  Stronę odwiedziło już 33150 odwiedzających.  
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=